W ciągu dnia dotleniamy się w cieniu naszego małego lasu. Dzielny towarzysz w spacerach Zeus. Mądra ta moja psina, wie, że pani pod górkę wdrapuje się razy dłużej niż pół roku temu, więc i on nie pędzi, albo czeka, aż dojdziemy. Chyba przez to sam się trochę rozleniwił, bo wieczorem, gdy Mąż zabiera go na biegi, po dwóch rundach po sadzie łapie Męża za rękę bądź kolano, że czas wracać do domu:-))). Jeśli M. nie daje za wygraną, bo nie skończył jeszcze założonego dystansu, Zeus kładzie się na trawie i cierpliwie czeka :-)
A jak Wam mija słoneczny, majowy czas?























