Oj naiwna jestem i to bardzo i jeszcze bardziej wściekła na siebie, że tak się dałam podejśc...
Co mi odbiło i przyszło do głowy, by pomyślec, że mogę byc jeszcze kiedyś szczęśliwa i nie sama..ipo takim czasie dac komuś i sobie szanse..i teraz masz babo i cierp...bo nie możesz... nawet psu na budę się to nie zdało... bo pomyliłaś się w ocenie człowieka, nawet przez myśl mi nie przyszło, że osoba, którą się zainteresuje, będzie "doprawic mi rogi" i oszukiwac na każdym kroku... ech żebym przynajmniej była głupsza i wyłączyła ten mój cholernie analityczny umysł, to żyłabym sobie zadowolona w słodkiej niewiedzy, a tak pozostaje mi tylko bezradnośc, udanie się do swojej skorupki i to cholerne poczucie naiwności...dno i wodorosty..Staram się stłumic te moje głupie uczucia, ale wiara w ludzi i cicha iskierka nadziei, że jest jeszcze dla mnie jakaś szansa na bycie z kimś odeszły w siną dal...i teraz już postanowiłam i wiem, że chcę aby tak zostało... lepiej życ w ciemnościach, niż byc oślepionym przez słońce...za dużo mnie to kosztuje, bo nie jestem człowiekiem, który żartuje z ludzkich uczuc, który cokolwiek udaje, albo coś robię z pełnym zaangażowniem, albo nie robię wcale...
Póki co zapał na cokolwiek mi przeszedł, muszę wyleczyc moją duszę... to potrwa...
Przepraszam, że tak mocno osobisty wątek i do tego mało budujący dzisiaj Wam serwuje, ale chyba jest mi to potrzebne w ramach samoleczenia...czasami trzeba się z kimś podzielic myślami, bo mówic jest mi zbyt trudno..dzisiaj bez zdjęcia, bo trudno znaleźc coś odpowiedniego...
Życzę Wam dobrej nocy i jak najmniej trosk!