I stało się. Odważyłam się i jest. Będziemy się docierać że Śliniakiem. Na razie jest z nami od 5 godzin i jest moim cieniem:-)
Najtrudniejsze przed nami - poznanie się z Miśkiem z mniejszej odległości.
Z Parówkiem obyło się bez zgrzytów.
A teraz zapraszam na oglądanie lili mojej mamy. Było by parę okazów więcej, ale ten niszczyciel nie dał im szans.












Może się towarzystwo dotrze, piesio sympatyczny. Piękne lilie, wyobrażam sobie ten zapach.
OdpowiedzUsuń"KOTKI" Twoje zachwycające.
Na razie Misiek szczeka z kojca. Przez najbliższy tydzień będą się zaprzyjaźnić przez siatkę. Przy gabarytach Miska (kaukaz) boję się i Śliniaka.
UsuńDziękuję "koty" wyspane to w humorach aż miło.
Kurczę, CzeKo, nie wiedziałam, że teraz nie pokazuje mi się, że u Ciebie jest nowy post. Dzisiaj to odkryłam! Wprawdzie dawno nie pisałaś, ale gdyby, to ja ciemna jak tabaka w rogu.
OdpowiedzUsuńLilie są zjawiskowe, boszszsz!
Skąd wziął się Śliniak?
OdpowiedzUsuńWlasnie, skad ten Sliniak? wszystkie zdjecia piekne...lilie a male Kociaczki uj!!!! szczesliwaś Kocie jest!
OdpowiedzUsuń