Gruszka Klapsa -słodka i soczysta. Pyszna - jak dla mnie najlepsza z gruszek. O mały włos przegapiłabym ją, a to przez ostatnie nagłe "ocieplenie" po prostu dojrzewała w oczach. Trzeba było szybciutko zerwać i przerobić na ulubiony kompocik. Wyszło mi z tego stosiku 20 litrowych słoiczków. Twarde pokroiłam w ćwiartki, pozostałą te bardziej dojrzałe pokroiłam w kostkę i tak wrzuciłam do oddzielnych słoików. Te krojone na drobno traktuję po otwarciu słoika blenderem i tak powstaje kompocik, a`la "Pysio" pyszny, gęsty i co najważniejsze swój
.
A teraz troszkę kociego towarzystwa. W sobotę było na prawdę upalnie i kociaki korzystały ze słońca.Rudolf chłodził się na betonowym chodniku.
Cześka liczyła na prysznic w rynnie.
Śliczna opalała brzuszek w po południowym słońcu.
Pusia liczyła na powiew wiatru na ławeczce.
Atena i Fionia skryły się w chłodzie wierzby.
A Julian olewa słońce, woli wyciągnąć się w domu, gdzie temperatura jest zawsze optymalna na drzemkę.
A tu poniżej moje szalejąńce dziwaczki. Pierwszy raz je zasiałam w tym roku. Wyrosły duże i mocno obsypane kwiatem. Zachwyciły mnie swym zapachem i obowiązkowo w przyszłym roku będzie ich dużo więcej.
I moja mała kolekcja pelargonii.
pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia











Pelargonie ładne masz, moje wyjątkowo nędzne w tym roku, chyba za mokro im.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Cudowne te gruszki i masz świetny pomysł z wlasnym Pysiem;-)Koty oczywiście jeszcze piekniejsze niż gruszki!Zazdroszczę Ci pelargonii, kocham je, a mój zwierzyniec niszczy wszystkie kwiatki, jakie niebacznie posadzę w ogródku...
OdpowiedzUsuńTalibro moje też były nieciekawe w lipcu przez te deszcze, ale od jakiś dwóch tygodni wywzieły się i zachwycają.
OdpowiedzUsuńOri znam ten ból :-) dziwaczki zaraz po wzejściu były codziennie deptane przez moje koty, ale udało im się. Posadziłam sobie koleusy w ogródku i te już nie miały tyle szczęścia, mają kruche łodyżki, więc po jednym dniu nie było co oglądać.
Kwiaty w ogrodzie i pojemnikach jakoś sobie radzą z kociambrami, ale w domu masakra. Aż się wsytdzę swoich okien, bo nie mam na parapecie żadnych kwiatów. Jedynie w kuchni (mało słoneczne okno) udało mi sie ocalić dwie sztuki doniczkowców :-)
pozdrawiam serdecznie
Gosiu, klapsy też są moimi ulubionymi gruchami.
OdpowiedzUsuńTwoje kocie towarzystwo jest przeurocze a kwiaty cieszą oczy. Fajnie, że jesteś po przerwie. pozdrawiam cieplutko. Ania:)
ale leniwcowe zoo :) u mnie same psy, koty i to czarne jedynie na świecach :)
OdpowiedzUsuńNo dobra przyznaje się bez bicia. Prawdziwą kociara jest moja mama. Bywały czasy, że na naszym podwórku było i 15 kotów. Ja mam moje 4 poduszkowce i tak ma zostać. Z kotami u mnie to jest tak, że kochamy się i nienawidzimy:-)
OdpowiedzUsuńTa moja czwórka to tacy mali terroryści, że czasami z Zeusem wolimy czmychąć na spacer.
Moja serce należy jednak do psiej rasy, od dzieciństwa uwielbiam duże psy, pomimo, że w wieku 5 lat duży czarny, pies ugryzł mnie w plecy, jak wracałam z przedszkola.
Cześka w rynnie rozśmieszyła mnie do łez:))
OdpowiedzUsuńcudny te zwierzyniec, naprawdę!
z rozpaczą przyznaję, że nie mam własnej ziemi, skazana więc jestem na kupne owoce i warzywa:((
a z uwagi na ich porażające ceny niewiele w tym roku zaprawiam, a tak kocham patrzeć na pełne półki w piwnicy;))
Klapsy uwielbiam,ich smak jest niepowtarzalny. Kotki są cudne. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJezuuuuuuu co to za męczarnie nam urządzasz... ślina zabrudzi mi klawiaturę :DDDDDDDDDDDD Uwielbiam te gruszki, ale u nas w tym roku tylko na skosztowanie ;-(
OdpowiedzUsuńA koty ... no szok cała kociarnia ;D
Chyba lepiej robić im zdjęcia niż żywić ;D a jeden ładniejszy od drugiego ;
Cześka jest słodka z tą lokalizacją na wylegiwanie się:)
OdpowiedzUsuńWłasne zaprawy z gruszek - pychota! :) Dziękuję za udział w moim candy :) Pozdrawiam, Aga :)
OdpowiedzUsuń