To nie żart, to kartka z naszego kalendarza zdzieraka.
Tak więc dzisiaj możemy nadal celebrować Kocie Święto :-)
Kto chętny? :-)
Przesyłam więc głaski i mizianko pod bródką dla wszystkich blogowych koteczków :-)
Obiecałam wyjaśnić historię naszych przytulaków. Otóż jest to nagroda niespodzianka za odgadniecie zagadki u Alivero. Zagadka jak przystało na Czarnego Kota dotyczyła właśnie kociej natury i fantazji:-)
Ala szyję takie kocie ślicznoty i jako, że mam w domu kocioluba, takie śliczne dwie przytulanki stały się naszą/czytaj jej własnością.
(ten uśmiech, pojawia się za każdym razem, gdy słyszy, że będzie zdjęcie).
Póki, co żywe kocie egzemplarze regularnie odwiedzamy u moich rodziców. Z naszą podworkowa bestią, czyli 9 letnim kaukazem jestem już zaprzyjaźniona, ale to dopiero świerza sprawa, jak się przyjaźń scementuje, a młodsze dzieciątko podrośnie, pomyślimy o piesku i do kompletu ( żeby razem się wychowywały) o kotku.
Teraz troszkę usprawiedliwienia dla pastelowej społeczności;) i zainteresowanych.
Mało mnie zupełnie było, bo połowa rodziny na grypę się rozłożyła, więc przez tydzień tylko nocowaliśmy w domu i wyjezdżaliśmy do moich rodziców na całe dnie. I tak przez tydzień. Moglibyśmy nocować u moich rodziców, ale że to ferie to domowników przybyło plus mały piesek przywieziony przez siostrę. Taka młodziutka psinka, która trzeba dużo uczyć. Rodowód nieznany, bo mama to dzikuska, która pomieszkuje u jakiejś pani w stodole, tam dostaje jeść i tam się oszczeniła. Pani szukała domków dla tych szczeniaków i tak jeden trafił do mojej siostry. Siostra to taki troszkę niebieski ptak;) więc tak na prawdę, to wychowanie i utrzymanie przypadnie moim rodzicom.
Tak się składa, że pół rodziny obchodzi urodziny w lutym, więc po pogonieniu choróbska czas przyszedł na sprzątanie i świętowanie, a przy dwójce szkrabow nie jest to tak prosta i oczywista sprawa. Wiele rzeczy zajmuje mi trzy razy więcej czasu niż powinno. Może źle się do tego zabieram, może jestem nadopiekuńcza, ale inaczej nie potrafię.
Dzisiaj miałam ogarnąć okna i zmienić firany i zasłony, ale troszkę kropi, więc odłożyłam na jutro. Najbliszych gości spodziewam się w sobotę, więc mam nadzieje się wyrobić.
Dzieci dzisiaj udało się zgrać i śpią od godzinki obydwoje, więc mam jeszcze szansę przez najbliższe pół godziny poodwiedzać Was i blogowy kurnik:-)
Dużo zdrówka i do następnego! :-)




Bo Dzień Kota jest na okrągło!
OdpowiedzUsuńA co z pieskami?
UsuńNo właśnie,nie wiadomo co z pieskami, nie słyszałam o dniu psa.
OdpowiedzUsuńKocie,zdrowia dla rodziny i dla Was. Uśmiech fotograficzny córci najsłodszy:))))
Udanej imprezki okolicznościowej, okna zasłoń zasłonami i nie martw się szybami:) Wszystkiego najlepszego!
Dora na pewno jest Dzień Kundelka, ale o dniu psa też nie słyszałam. Trzeba by poszukać i zacząć celebrować :-)
UsuńWcale się nie dziwię, że córeczka przytula śliczne kotki. Myślę, że będzie to robić każdego dnia, a nie tylko dzisiaj :)
OdpowiedzUsuńGigo kociomania córci trwa nadal :-)
UsuńUśmiech Kornelki przepiękny :)
OdpowiedzUsuńzdrówka :)
OdpowiedzUsuńUśmiech Kocioluba najpiękniejszy ! A ja bym chciała, żeby każdy dzień był po prostu dniem zwierzaka! Oczywiście świętujemy dzień kota z racji posiadania jednego rudego osobnika, ale my chyba świętujemy co dziennie :) Pozdrowienia dla całej, pięknej Rodzinki. Ania
OdpowiedzUsuńHej. Czy dostałaś maila ode mnie? Skontaktuj się, bo nie wiem na jaki adres przesłać Ci "Dysonanse i harmonie". Mój adres:
OdpowiedzUsuńniepelna.kultura@gmail.com
Pozdrowionka- Mariolka
Jaki piękny uśmiech Maleństwa:)
OdpowiedzUsuń