Jak prawie w każdy weekend...wolna od pracy zawodowej, mogę spędzać czas w ogrodzie.
Kto ma ten wie, ile taka wolność w ogrodzie kosztuje czas i pracy, ale dla chwil wśród kwitnących piękności warto mieć krótkie paznokcie, nie zawsze domyte ręce, podrapane iglakami plecy, wyrwane i plątane przez pnące róże włosy.
Można się wyżyć, poprzeklinać (jak coś nie idzie),można też paść na pysk, jak się postanowi chcieć za dużo na raz, bądź nie uważnie rzuca narzędzia pracy...ogród to iście syzyfowa praca..
chyba, że jest się taką Marleną, która beztrosko biega za motylkami i pomimo roku na karku nadal ma pstro w głowie..
Mimo ciągłego czegoś do zrobienia uwielbiam mój mały ogródek kwiatowy i każdą chwile w nim.
Dla mnie ogród to takie drugie życie mocno idylliczne, bo każdy wysiłek jest sowicie wynagrodzony i napędzą do dalszego działania, ciągła prac nie wywołuje "wypalenia zawodowego" i potrzeby urlopu, bo taki urlop ma się przez cały czas, skoro otaczają nas takie piękne obrazki:-)
Dlaczego taki tekst? Za sprawą
Joasi i jej wyróżnienia dla mnie
"Lubię Twój ogród".
Asiu bardzo Ci dziękuję :-)))
I ja wyróżniam:
Mamurdę
Radziejowe Zacisze
Grosikowe pasje
Moje życie na wsi
Kolory ogroduE.Wymarzony świat
Dziękuję
Renatce za pomoc w gotowaniu sprawdzonej brokułowej, wyszła pyszna i nawet ja jako człowiek będący z zupami na bakier uważam, że jest pyszna.
Udanej niedzieli i wypoczynku:-)