Ostatnie dni skłaniają do przemyśleń, a listopad tak się sklada, że sam z siebie nostalgiczny..a i dla mnie przykrych wydarzeń również dostarczał i dostarcza. 11 lat temu 17 listopada odszedł po ciężkiej chorobie Pirat - mój ukochany owczarek. Miłość od pierwszego wejrzenia przez kraty w klatce na Paluchu. Cudowne dwa lata razem:-)
23 listopada minie 7 lat od tragicznej śmierci mojej koleżanki i zmienniczki z pracy. Była niesamowicie serdeczną I optymistyczna osobą, świetnie spędzalo się z nią czas, choć by był "nóż na gardle" to zawsze twierdziła że damy radę.
To był cios..do dziś się z tym nie pogodzilam, a w tamej chwili osiwiałam na 1/4 głowy.
Dziś 3 listopada odszedł za Tęczowy Most nasz Parówek. Niestety mimo starań przez ostatnie dni naszego weterynarza nie udało się ...
I smutno i dziwnie...,
a zarazem życie plącze i podsyla radosc bo dziś trzy piersze, samodzielne kroki synka:-)
Oby listopad już nie przynosił złych wydarzeń, a obfitował w te dobre.


oby.. tego Ci serdecznie życzę.
OdpowiedzUsuńprzykro mi z powodu Parówka. trzymaj się, CzeKo!
Trzeba złapać głęboki oddech i dalej iść przez życie.
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro,że Parówek odszedł.
CzeKo♥
OdpowiedzUsuńsmutne, oj smutne. biedna psina, biedna Ty z tym...
OdpowiedzUsuńoby limit listopdowy sie juz wyczerpal. W ogole i przyszly listopad zmienil fason! Pierwszych trzech krokow gratuluje! u nas dopiero jeden/poltora i dwa, ale odlozone na tylna fajerke rzeczy niezwykle waznych, bo na czworakach leci sie szybciej.
Życie ciągle nas doświadcza Gosiu. Co nas nie zabije to nas wzmocni! Wiem że to slogan ale bardzo bliski prawdy. Przykro mi z powodu Twojego pieska. Cieplutko pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńZnam ten ból. Przykro mi bardzo.
OdpowiedzUsuńUściski.
Przykro mi.♥♥♥
OdpowiedzUsuńGratuluję Małemu osiągnięcia.
A listopad paskudny jest.
Przykro mi z powodu Parówka ...
OdpowiedzUsuńTakie to życie jest, coś daje, coś odbiera i czasem cieszysz się, a jednocześnie płyną łzy żalu ... paradoks taki.
I u mnie też listopad był czasem odchodzenia. I ludzi, i zwierząt. Współczuję w smutku i cieszę się z radości - tak się to splata dziwnie: raz jedno, raz drugie, a czasem jednocześnie...
OdpowiedzUsuń:*
OdpowiedzUsuńBardzo mi przykro,ściskam mocno CzeKo. czy Parówek był już staruszkiem?
OdpowiedzUsuńOstatnie zdanie - i tego Ci kochana życzę... skupmy się na pozytywnych rzeczach - inaczej ciężko będzie przetrwać tą melancholijną porę roku...
OdpowiedzUsuńJedni przychodzą na miejsce drugich - ja nadal nie mogę się z tym pogodzić i do końca zrozumieć 🙁
OdpowiedzUsuńTe kochane pieski! Zostawiaja po sobie pustkę. Ja samam straciłam niedawno moją Tildę. Mój drugi pies - Nemo tęskni za nią, a my razem z nim. Czasem lapię się na tym, że ją wołam, bo ciągle to jakoś nie może do mnie dotrzeć, że już jej nie ma z nami. Rozumiem Twój smutek i ból. Ściskam / Joanna
OdpowiedzUsuńStrasznie smutne listopadowe wspomnienia! Dobrze, że synek przyniósł radość:)) teraz dopiero się zacznie:)) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDziękuję Wszystkim za słowa wsparcia i otuchy... również Śliniak przeżywał odejście kolegi i był przez ostatnie dwa tygodnie taki tochę smutny. I córcia nadal wspomina niani-hauł-hauł, jak go nazywała.
OdpowiedzUsuń