Hej, hej :-) witam Was serdecznie i przesyłam moc "orzeźwień" w sierpniowe południe.
Zwolenników pustynnych upałów nie brakuje u mnie w domu :-), konkretnie na kuchennym parapecie. Prześcigają się panny kujące w wypuszczaniu kolejnych paków. Szkoda tylko, że nie zawsze zdążę je uchwycić nim zamkną swój kielich.
W ogrodzie warzywnym też mam zwolennika takiego nasłonecznienia, oczywiście to moja żółta cukinia :-) Przez ostatnie 3 dni nie zbierałam owoców ( dlaczego, to później) i dzisiaj leżały sobie pół metrowe olbrzymy. Zebrałam z samego rana i dałam mężowi do pracy, aby rozdał koleżanką, bo ja wolę te mniejsze okazy. Te sobie zostawiłam i po południu przerobię na kolejną zimową porcję leczo w weki. Z mniejszymi mniej kłopotu, bo skórka i nasionka są tak delikatne, że nie trzeba się i pozbywać,więc o wiele szybciej się ją przerabia. Ogólnie przez ostatnie dni trochę się rozleniwiłam, a to za sprawą...

poniższych egzemplarzy. Leżały sobie cierpliwie i czekały, ale powiedziałam im "nie", bo ja nie umiem czytać na raty, zamiast sprawiać przyjemność, to podminowuje mnie. Mąż był kilka dni na urlopie i sprowokował mnie, bo zabrał się za lekturę. Pękłam i dołączyłam następnego dnia, jak zwolnił pierwszy tomik :-). Ostrzegałam go, że teraz to nic nie będzie zrobione póki nie skończę. Z racji, że mąż już poszedł do pracy udało mi się, go prześcignąć;-), ale oczy po 3 dniach powiedziały stop. Muszę zrobić sobie przerwę, tak więc popracuję dzisiaj z wekami, czyli cukinią, wiśnią i antonówką. Z dwóch ostatnich będą kompociki. Córcia uwielbia kompoty i codziennie wypija co najmniej dwa litry (ja drugie dwa), więc muszę zrobić spory zapas, bo to zdecydowanie zdrowsza i tańsza opcja, niż kartonowe soki. Przerobiłam również 3 wiaderka wczesnych brzoskwiń na kompot jabłkowo - brzoskwiniowy, którym obecnie się raczymy i czekamy na kolejne brzoskwinki, bo mamy też dwa drzewka późniejszej odmiany. Szkoda tylko, że nie mają szans by ładnie wyrosnąć, bo rosną spory kawałek od domu i podlewanie ich jest poza moim zasięgiem. Mam też ochotę wypróbować przepis znaleziony u Janeczki na dżem pomarańczowy z cukinii:-)

Najgorsze podczas czytania to ten głos z tylu glowy, ze ten czas nie jest poświęcony na zabawę z córcia. Głównie czytam gdy mam tzw. czas wolny, czyli kiedy mała jeszcze śpi, albo już śpi, bądź w czasie jej popoludniowej drzemki. Dziś moga być dwie, bo poranna pobudka byla o 6:10. Wiadomo jednak, że wtedy gdy czytam, to cała reszta domowych obowiązków "leży".
Czy Wy też tak macie, czy to moja organizacja czasu jest kiepska?
Uciekam już Mo Drodzy, bo chciałabym jeszcze wykorzystać drzemkę córci na pobuszowanie na Waszych blogach, które tak jak i przetwory przez ostatnie 3 dni zostały mocno zaniedbane.
Jako, że pora prawie obiadowa, życzę Wam smacznego:-) u mnie dzisiaj na przekąskę zielona fasolka z bułeczka podprażoną na masełku :-)