Marzec minął mi niesamowicie szybko, a zaczął przyspieszać 8 marca, kiedy to o godzinie 17tej postanowiłam się upewnić, że koncert w Sali Kongresowej jest o 20tej, bo w takim przekonaniu żyliśmy od kilku dni. O kurczaki, co za zdziwienie koncert o 19tej, mega tempo szykowania, wyjazd z domu 17:30. Tuż przed wjazdem na parking jesteśmy o 19:00, niestety nie tylko my się spóźniliśmy, na parking 10 minut wyczekiwania, szybciutko bileciki i na górę. Ja już z zadyszką, ale udało się -spóźnienie 20 minut. Na szczęście koncert był długi,więc ta strata, aż tak nie bolała. Po koncercie kolejeczka po autografy na płycie, płyta zakupiona dla mamy na imieniny, bo kwiatki nie zdążyły się wyhaftować, ze względu na remont pokoju. Po koncercie spacer po Starym Mieście i późna kolacyjka w jednym z lokali . 8 marca zdecydowanie romantyczny i udany:-)))


Wiadomo, że z remontami to bywa tak, że nie udaje się zgodnie z planem czasowym, bo zawsze coś się trafi po drodze. U nas też tak było, czyli z poślizgiem (przewidzianym w moim harmonogramie) na 14 marca wieczorem wszystko było gotowe. Pracy było sporo głównie ze ścianami, bo była tu kuchnia, od 10 lat nieużywana. Tak więc na nasze małe cywilne święto, na 15 marca wszystko było gotowe :-)))
Kolejny tydzień to przede wszystkim wypoczynek, bo lekarz troszkę pogonił za nazbyt intensywne prace.
Na pewno coś jeszcze chciałam Wam opisać, ale moja pamięć ostatnio jest na prawdę kiepska :-))).