Walka z czasem, pogoń za wszystkim, wiecznie człowiek się spieszy, a i tak zdąrzyc nie może.
Ot obecnie pogoń kurczakowo-kwiatowa. Miałam pokazac, to co zmajstrowałam w niedzielę wieczorem, a tu dziś już wtorek noc...
Nie wiem, czemu ten czas mi tak złośliwie ucieka między palcami, a jednak niektóre sprawy są wciąż niedokończone, wciąż czekają...
Powoli próbuję zebrac się w całośc i może jeszcze kilka miesięcy, może pół roku, może minie jeszcze kilka lat, ale zaczynam miec cichą iskierkę nadzeii, że kiedyś się uda wróci do równowagi. Chociaż to już nigdy nie będzie to samo, bo przecież " nic nie zdarza się dwa razy"...
Żeby nie zasmucac to życzę wszyskim na te przedświąteczne "gorące" dni pogody ducha i nie pogubienia butów w kolejce po mazurki :-)
( a takie buciki spotkałam na niedzielnym spacerze )





Kochanie, czas faktycznie zasuwa coraz szybciej i ciągle go brak. U mnie wygląda to tak, uporam się z robotą, wezmę oddech i już chcę zrobić coś dla siebie, a tu nowa robota na horyzoncie. Cieszmy się więc z tych okruchów, które udaje się nam wygospodarować na robienie tych wszystkich cudeniek. Piękne są twoje pisaneczki. Na jakim podkładzie je robisz? Buciki - bardzo dowcipne. Dziękuję za wizytę w Zaciszu. Pozdrawiam cieplutko. Ania
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa i odwiedziny.
OdpowiedzUsuńPisaneczki są drewniane, na początek ciachęłam je białym dekoralem, a kolorki to mieszanka duluxa i plakatówek :-)
A ja Ci powiem, że w nieoczekiwanym czasie zdarzyć się może wszystko... nawet drugi raz! Całuchy:* Ps. Jaja piękne:)))
OdpowiedzUsuńJaja fantastyczne, umykającym czasem się nie przejmuj i tak dasz sobie świetnie radę;))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam