Mój towarzysz to pies mojej siostry. Przywiozła co w lutym od jakiejś pani, u ktorej w stodole oszczenila się błąkajaca suczka. Na szczęście udało jej się znaleźć dom dla 7-ga psich szczeniąt. Suczke powoli przyzwyczaiłam do ludzkiego towarzystwa, bo jest bardzo dzika i bojaźliwa (zapewne dzięki innym ludziom). Śliniak najwyraźniej tę ostrożność wyssał z mlekiem matki, bo miesiąc trwała praca siostry i rodziców nad tym by nie uciekał pod łóżko (w szczelinę pod łóżkiem od strony ściany) , gdy tylko usłyszy kroki.
Przez kolejny miesiąc Ozyrysa chciał zrobić swoją mamą. Biedny Ozyrys prawie nie bywał w domu, bo ten zaraz na nim wisiał, ciągnął co za ucho, albo chciał ssać. Teraz też mu dokucza, Ale już mniej, bo zajął się pozostałymi mieszkancami. Jest teraz niezłym nygusem. Wierzba jest dwa metry od domu i teraz jest oblegana przez koty. Wcześniej ciężko było usiąść, bo zaraz jakiś kotowaty podsiadał człowieka. Chwilowo nie ma z tym problemu. Śliniak zaczepia każdego odważniaka i zaprasza do zabawy, jeśli tylko pojawiają się w pobliżu drzwi. Tylko Czarna i Rudolf olewaja szczeniaka, a właściwie traktują co z góry, więc ich za bardzo nie zaczepia.
Mamą się skarży, że niszczy jej kwiaty, połamał świeżo wschodząca lilie. Pozostałe oblozyla dużymi kamieniami. Może im się uda przetrwać.
Zapewne nie raz jeszcze będzie gościł w moich wpisach mały, psi urwis:)
Miłej i ciepłej soboty dla Wszystkich!:)





















































