Zdaje się, że nie powiem nic nowego, że u mnie pada i leje ( na zmianę) deszcz. Moja ferajna dzisiaj strajkowała i nawet nosa nie chciała wyściubic na zewnątrz. Tylko Czarna sama chciała wyjśc, resztę towarzystwa jak troszkę mżyło ""wystawiłam" za drzwi i nim się odwróciłam by je zamknąc były już z powrotem:-)))
Oczywiście chciałam, aby na dworze "wyżyły się", ale nie było rady i robiły to w domu. Wszystko jest wtedy zagrożone, ponieważ biegają jak szalone, podgryzają się i zaczepiają wszystko, co da się poruszyc łapą, albo wbic pazurki.
W końcu po porannym szaleństwie spały na swój fotel i na kilka godzin był spokój. W ciągu dnia takich akcji robią 3-4.
Około południa troszkę przejaśniało, więc udałam się na krótki spacer.
Miałam nadzieję, że w znajomym zagajniczku mogły pojawic się maślaczki. Niestety jedyne grzyby, jakie spotkałam umieściłam w kolażu. Może w przyszły weekend będę miec więcej szczęścia :-)
Po południu powstało kilka nowych przedmiocików, pokażę niebawem, aktualnie "wykańczają" się :-)
pozdrawiam serdecznie i życzę słonecznej pogody
Dzisiaj chciałam podzielic się moimi pierwszymi pracami ze wzorem lawendy. Nie wiem czemu, ale obawiałam się tego wzoru. Zrobiłam niedużą deseczkę ozdobioną z dwóch stron wzorem lawendy.
Każda z nich z innym motywem.
W podobnym stylu postanowiłąm też połączyc lawendę i kogutka.
Zastanawiam się, czy można tak robic?
Z drugiej strony jest perliczka z młodymi.
Nie rozpisuję się dzisiaj, ponieważ jakoś tak dzisiaj zmarzłam ( chyba komary też, bo wyjątkowo nie spotkałam wieczorem żadnej bestii), że uciekam za chwilę pod kołderkę.
Dzisiaj moje myśli krążyły wokół tematu podtopień i zalań i zawiści ludzkiej w naszym kraju oraz okrutną suszą i śmiercią głodową ludzi, zwierząt i roślin w Somalii. To co się obecnie wyprawia jest dla mnie porażające.
Brak słów na te wszytkie doniesienia ze świata.
Niejednokrotnie wspominałam, że fascynują mnie takie kogucie obrazki. Bardzo lubię patrzeć i podziwiać piękne upierzenie i postawę kogutów. Są niesamowite, gdy tak dostojnie spacerują, wskazują stadu, gdzie są dobre robaki. Przyznam, że z dużą rezerwą podchodzę tylko do tzw, japonek, jak dla mnie są mocno nieprzewidywalne.
Pianie koguta uważam, za najpiękniejszy dźwięk w moim życiu. Zawsze przywołuje wspomnienia cudownie sielskiego dzieciństwa i okresu lata. Koguty pieją oczywiście przez cały rok, ale ten dźwięk kojarzy mi się zawsze z ciepłym, słonecznym latem i błogim spokojem.
Powoli powstają różne przedmioty do dekoracji mojej kuchni z drobiowymi motywami. Na razie mam 2 osłonki. W kolejeczce oczekują dwa pojemniczki i półeczka.Dziś odkryłam, że na stryszku jest nieduża, biała, emaliowana banieczka na mleko. Już ją przytachałam na półeczkę i ustawiłam w kolejce. Po ozdobieniu widzę, ją w roli ozdoby parapetu kuchennego.
Naturalnie nie może obejść się bez róż. Z ich motywem uczę się ozdabiania buteleczek.Pierwsza jak wiecie została podarowana, ta na razie zostaje u mnie. Powstało też różane serduszko, docelowo będzie wykorzystane w dekoracji okna w pokoju. Ale to dopiero po tym jak moje koty wydorośleją, bo na razie są za fascynowane skakaniem po parapecie i gonitwą za muchą, jeśli tylko taka odważy się wejść przez uchylone okno.
A na koniec dzisiejszego posta pozuje Julian zwany Lulianem :-) T tle Atena.
pozdrawiam serdecznie i życzę przyjemnej niedzieli!!!
Nie wiem, czy to ta pogoda, czy po prostu tak mi w duszy gra? MELANCHOLIA.
Chociaż trwa lato, zbliża się kolejny lipcowy, letni weekend.. z reguły szczęśliwy czas, ale jak patrzę na drogowe i inne statystyki, to czy o takie szczęście chodzi?Gdzie się podział rozsądek i "czerwone światełko", które powinno zapalić się w umysłach ludzi skaczących do wody po kilku piwach, wyprzedających na trzeciego, migających światłami do pędzących z naprzeciwka, że stoi policja..i kogo my chcemy wtedy oszukać? policjanta? siebie? bo śmierci nie da się oszukać.
To jedyna STAŁA w każdym życiu.
I taki policjant często się z nią spotyka, często musi przekazać informacje jakiejś rodzinie...
A czemu to o Policji? Dziś 22 lipca mają swoje święto.
Życzę więc i im i nam wszystkim właśnie z racji tego święta dobrych dni i jak najmniej tych trudnych....
Na koniec teks utwory "Boso" Zakopower.Od dłuższego czasu słucham ich utworów i wiele z ich tekstów "przemawia" do mnie
W ostatnich dniach stworzyłam buteleczkę z paryskimi motywami na mały dodatek alkoholowy do prezentu dla mojej koleżanki. Wczoraj powędrowała do Solenizantki.
Do jej zrobienia użyłam motywów z dwóch różnych serwetek, i kilku odcieni szarości.
Wczoraj był bardzo piękny, słoneczny dzień. W związku z imieninowym prezentem była też pyszna uczta grillowa do poźnych godzin wieczornych. W między czasie korzystając z dobrej pogody popstrykałam troszkę w ogrodzie.
Dzisiejszy poranek również zapowiadał dobrą pogodę, niestety ok. 11-tej niebo szybko zasnuło się burzowymi chmurami i do 14-tej była potężna ulewa.
Ulewa i burza na zewnątrz nie zachęcały do wyściubienia nosa z domu, więc troszkę "potworzyłam". Postaram się w najbliższym wpisie pokazać, co nowego sobie poczyniłam w dzisiejsze deszczowe popołudnie.
pozdrawiam serdecznie i życzę dobrej pogody na nadchodzące dni
W czasie wolnym od prac ogrodowych ( pogoda nadal nie dopisuje) stworzyłam sobie kurakową deseczkę do kuchni. Ostatnio bardzo podoba mi się takie motywy. Z nie cierpliwością czekam na zamówione serwetki z których drobiowe motywy widziałam na blogach.Mam zamiar z motywami z tych serwetek stworzyć kuchenną półeczkę.
I druga strona deseczki ozdobiona kwitem jabłoni z pięknym ptaszkiem.
I pojemniczek do zawieszenia na kuchenne przydasie z truskaweczkami i małymi kurkami.
Niestety to życie na wsi nie jest takie sielskie. Utrzymanie się z plonów własnej pracy "pod chmurką" jest trudne, szczególnie ostatnimi laty, gdy pogoda co raz mniej przewidywalna. Drzewa czereśniowe moich rodziców jakoś przetrwały ostrą zimę, podtopienia wiosenne i kapryśną wiosnę. Już cieszyły oczy rosnące owoce. Niestety.Spora owoców czereśni pozostawiona na drzewach do dojrzenia i podrośnięcia do odpowiednich wymiarów ( wg.obowiązujących norm), przy takich opadach jak obecnie nie nadaje się już do niczego.
Z tego co udało się uratować powstało ok 50 litrowych i 20 0,5 l słoików kompotów czereśniowych oraz dżemik.
A wkrótce przejdziemy do wiśniowych przetworów. Wczesne odmiany już powoli dojrzewają.
Trzymam kciuki za poprawę pogody i życzę wszystkim dużo słoneczka.
Po wielkiej dawce optymizmu i energetycznego kopa" dzięki Waszemu wsparciu pod poprzednim postem do pracy dziś się udałam :-). Tak... to chyba ze mną jest "coś" nie tak, że wybrać się ciężko z domu, ale jak już jestem w pracy, to równie ciężko z niej wyjść :-).
Dziękuję Wam serdecznie za dobre i ciepłe słowa. Pierwszy dzień po urlopie minął bezboleśnie, chociaż jeszcze nie na pełnych obrotach. Czy Wy też tak macie, że po urlopie pierwszy dzień jest jakiś taki człowiek rozbity i nie do końca zorganizowany?
Teraz troszkę z innej beczki ( ale dobrze już znanej, bo o różach będzie). Przedsatwaiam Wam moje dwie nowe róże, dopiero, co wysadzone trzy dni temu z pojemników, są maciupeńkie. Dzisiaj cały dzien siąpiło, mnie osobiście to nie cieszył ten ziąb, ale roślinki już widac, że regenerują siły. Różą również dawka wilgoci jest już potrzebna, wczoraj wieczorem już myślałam o podlaniu krzewów, bo jeden z nich rosnący w pobliżu starej, dzikiej róży mocno zaniepokoił mnie swoim wyglądem. Tym razem upiekło mi się, Matka Natura mnie wyręczyła.
Jakąś godzinkę temu podziwiłam piękny spektakl Pałac Kultury w ogniu ( rzecz jasna we własnym fotelu). Jak dla mnie bomba, niesamowite widowisko.
Chciało by się rzec sielsko-anielsko, bo pogoda i wszystko wokoło ( tylko popatrzcie na rozanielonego Juliana i Fionę) tak do mnie przemawia. Niestety nic z tego, bo właśnie kończy się ostatni dzień urlopu :-(((
Atena również zaprasza do po leniuchowania.
Dziś wieczorem pochodziłam po różnych zakątkach, aby nasycić oczy energetycznymi kolorami i spokojną zielenią, bo jutro już tylko 8 godzin cyferko manii w Excelu :-).
Chyba już się Wam pochwaliłam, że urlopuję się do 30 czerwca?
Nie będą to wczasy pod gruszą :-), wyjeżdżam do Czereśniowa :-)
Spędzę tu przy najmniej kilka dni, a w między czasie będę dzielnie robic kompociki z czereśni i truskawek dla siebie, najbliższej rodzinki i mojej kochanej cioci, której zdrowie nie pozwala na taką pracę. Zaplanowałam też malowanie pokoju, ale coś czuję, że odłożę to na jakoś lipcową wolną sobotę :-)
Owoce zrywałam już dzisiaj i cały czas mam wrażenie, że dzisiaj więcej trafiło do mojego brzuch niż do wiaderka :-)
Zeus dzielnie pilnował, aby stada szpaków i kosów nie zerwały owoców przede mną :-)
Mam duży kłopot i ogromną prośbę. Mam uczulenie na krzaki truskawek. Moje dłonie i ręce aż do łokci po kilku południach spędzonych w truskawkach wyglądają jak by były poparzone, pojawiły się jeszcze jakieś małe ranki po prostu skóra popękała. Ale już próbuję z tym walczyc. Mam jednak kłopot z usunięciem przebarwień z palcy po truskawkach. Sok z cytryny i szorowanie nie wiele pomogło. Macie jakieś sprawdzone sposoby na takie przebarwienia? proszę podzielcie się ze mną, bo jestem zaproszona na imieninowy obiad, ale wygląd moich dłoni przeraża mnie.
pozdrawiam serdecznie i życzę słonecznej i ciepłej niedzieli